Meble Plus Rynek Mebli Produkcja Mebli

Trendy i produkty

Modern na krakowską modłę
2009-09-21

Koncept Tupli jest na pozór całkiem zwyczajny – chodzi o nowoczesną, współczesną kuchnię. Prostotę. W polskich restauracjach to jednak ciągle nowość, zwłaszcza, kiedy wszystkie smaki i dania w tym lokalu są inspirowane przez szefów kuchni z restauracji od Nowego Jorku, przez Sydney, Tokjo i Paryż.


Myślę, że nie było przesadą stwierdzenie, że jest to zróżnicowany przykład tego, co się aktualnie jada na świecie. Jak jest to przygotowywane, podawane – podkreśla Mike. – Wydawało mi się ważne, żeby położyć akcent właśnie na takie postrzeganie kuchni, zwłaszcza tutaj, w Polsce, w Krakowie, gdzie większość restauracji ma albo tradycyjny, regionalny charakter, albo można w nich znaleźć dania kuchni włoskiej. Mi zależało na pokazaniu w tym mieście czegoś nowego.

Suma doświadczeń

Do tego biznesu trafiłem czternaście lat temu. Mniej więcej wtedy odkryłem w sobie talent do gotowania, to że dobrze się czuję w kuchni – opowiada Mike. Z całą więc energią i zapałem właściwą tylko młodym ludziom rzucił się w wir pracy kucharza, zawsze starając się uczyć od najlepszych.
Ostatnio, w Irlandii pracowałem jako sous chef, u szefa kuchni Jean Michel Poulot zdobywcy gwiazdek Michellina.
Jego doświadczenie obejmuje kilka bardzo znanych i cenionych w kulinarnym świecie lokali, jak Ballymaloe House, The Winding Stair, Dalis. Praca u znanych mistrzów, cenionych lokalach ukształtowała go jako profesjonalistę, dała bardzo solidne podstawy zawodu.
Poza rodzinną Irlandią pracowałem też i we Francji, w słynnym „404”, przez krótki czas byłem też w nowojorskim „Capones” – wymienia. – Co ciekawe, we wczesnych latach działałem też i w branży internetowej, ale szybko doszedłem do wniosku, że zbyt cenię sobie kontakty z ludźmi, by skazywać się na pracę, gdzie najważniejsza jest maszyna. W biznesie gastronomicznym podoba mi się to, że od razu widać czy nasza praca ma sens czy nie. Poza tym zawsze lubiłem ryzyko. Nie bałem się nowych wyzwań. Tupli, jest z pewnością jednym z nich.
Tupli to stosunkowo nowe miejsce na kulinarnej mapie Krakowa, które z przytupem wkroczyło na krakowską scenę gastronomiczną. Jeszcze rok temu na ulicy Kupa 6 mieścił się inny lokal, Tupli niemal z biegu przejął po?miesz?czenia niewiele w gruncie rzeczy zmieniając w środku, za to wyjątkowo starannie zagos?podarowano zaniedbaną do tej pory przestrzeń między ulicami Jakuba i Kupa. Powstał w ten sposób wyjątkowy ogródek letni.
Pierwszy raz odwiedziłem Kraków przed pięcioma laty, z moją ówczesną dziewczyną, a dzisiaj żoną – wspomina Mike. – I zakochałem się w tym mieście. Byłem akurat w tym momencie swojego życia, kiedy bardzo poważnie zasta?nawiałem się nad otwarciem własnego lokalu w moim rodzinnym Dublinie. Ale postanowiłem zaryzykować tutaj. W końcu moja żona jest z Krakowa, dla niej to ważne, żeby być blisko swojej rodziny.

Zmiany wprowadzać stopniowo

Jest takie powiedzenie „miękkie lądowanie”. Ja tak właśnie starałem się osiąść tutaj w Krakowie. Powoli, z wyczuciem, choć już na samym początku naszego istnienia udało nam się wygrać z naszym melonowym chłodnikiem z kulą krabowo-jabłkowo Międzynarodowy Festiwal Zup – dodaje Mike.
To była niezła promocja dla lokalu. Dzięki udziałowi w tym konkursie udało się zwrócić uwagę na „Tupli”. Było to o tyle ważne, że na krakowskim Kazimierzu jest teraz zatrzęsienie różnorakich lokali, od zadymionych kafejek, przez nowoczesne bistra aż po eleganckie restauracje. Nie wszystkie mają na tyle szczęścia, że dają się poznać miejscowym smakoszom. Konkurencja jest duża, silna i bezlitosna. W tym względzie więc Tupli, start miało ułatwiony.
Coraz więcej ludzi nas odkrywa, coraz więcej i my mamy im do zaprezentowania, coraz więcej dań z różnych zakątków globu – wyjaśnia właściciel lokalu. – Najbardziej cieszy mnie to, że ludzie do nas wracają. Chcą pró?bować naszych nowych propozycji. Mamy bardzo wielu stałych klientów z Warszawy, Wielkiej Brytanii, a nawet innych zakątków, poza oczywiście naszymi regularnymi gośćmi z samego Krakowa.
Jak twierdzi Mike, Tupli dopiero jednak rozwija skrzydła. W myśl tej wcześniej wspomnianej zasady „miękkiego lądowania” chce on przyzwyczaić swoich gości do tej nowej kuchni, jego stylu gotowania, by z czasem przejść do kolejnych propozycji.
Z całą pewnością, nie jest to jeszcze karta menu, o jaką mi chodzi. Nie chciałem jednak już od początku gości odstraszyć zbyt ekstra?waganckim menu, do jakiego Polacy nie są jeszcze przyzwyczajeni. Postanowiłem więc stopniowo przekonywać moich gości do tego, jak ja widzę nowoczesną, międzynarodową kuchnię – mówi Mike. – Mogę więc zapewnić, że moich gości czekają jeszcze niespodzianki.
Zwłaszcza, że kartę menu planuje zmieniać co trzy miesiące. W Tupli nie ma więc się co przyzwyczajać do dań – z całą pewnością zastąpią je inne!
Michael Deegan nigdy nie miał żadnych wątpliwości, co do tego jaka powinna być jego resturacja. Nieco więcej czasu do namysłu potrzebuje za to pytany o swoje inspiracje, rodzaje ulubionych kuchni.
Myślę, że nie byłbym w stanie całe życie poświecić tylko jednemu rodzajowi sztuki kulinarnej – przekonuje.
Jak znaczna część zawodowych kucharzy jego wykształcenie bazuje na typowej i tradycyjnej kuchni francuskiej. Zna też oczywiście i podstawy włoskiej, choć jego zdaniem – pod wieloma względami akurat ona nie niesie za sobą zbyt wielu wyzwań.
Za to za bardzo interesujące uznaje kuchnie Południowo-Wschodniej Azji (tajska, wietnamską), a także Środkowego Wschodu i Australii. Choć gdyby miał wybrać jeden rodzaj kuchni, gdzie chodziłby na obiady – byłaby ro restauracja hinduska, z szefem kuchni rodem z Indii.
Choć także kuchnia mojej rodzinnej Irlandii ma wiele ciekawego do zaoferowania, myślę zresztą, że ma ona wiele wspólnego z polską – podkreśla. – Jednak jedno zawsze pozostaje niezmienne – gdziekolwiek bym nie pracował i jakakolwiek nie byłaby to kuchnia wszystko zawsze musi być świeże, sezonowe i prawdziwe. To dlatego w Tupli sami przygo?towujemy makaron, choć nie jesteśmy włoską restauracją. 

Gdyby nie ta papierologia
Jak wielu cudzoziemców szukających szczęścia w polskiej gastronomii Mike’owi najbardziej przeszkadza... biurokracja i niezrozumiałe przepisy.
To najbardziej frustrująca część pracy tutaj. Jest tego tyle! Biznes w Irlandii jest znacznie prostszy i łatwiejszy w ogarnięciu. Myślę, że tylko we Francji jest większa biurokracja niż tutaj – przyznaje. – Nie mam za to problemów z przepisami Sanepidu. Może i jest to trochę inne niż u nas, ale ja zawsze postępuje zgodnie z normami HACCP, które są bardzo zbieżne we wszystkich krajach. Jedyne co mnie wyprowadziło z równowagi, to fakt, że nie mogę we własnej restauracji przygotowywać własnych lodów. A robię je najlepsze!
Kolejna sprawa – to ciągła jeszcze niechęć Polaków do regularnego stołowania się poza domem. W Polsce na rozruch restauracji – zdaniem Mike’a – potrzeba znacznie więcej czasu niż standardowe trzy-cztery miesiące.
Ale z każdym miesiącem jest lepiej. Naprawdę wierzę, że nam się tutaj uda!        z


tekst: Magdalena Kleban
fot: Monika Filipiuk

 

Komentarze
Nie ma jeszcze żadnego komentarza. Dodaj komentarz bądź pierwszy.

tytuł


treść komentarza


Imię i Nazwisko (lub pseudonim)


E-mail


SPA BUSINESS DOMY DREWNIANE Łazienka Salon i Sypialnia Meble Plus Najlepiej Sprzedawane PROJEKTY DOMÓW Podłogi i Ściany PRODUKCJA MEBLI restaurator RYNEK MEBLI Świat Łazienek i Kuchni Świat Alkoholi Urządzamy Łazienki Drinki Urządamy Kuchnie Wybieramy Meble i Dekoracje Wybieramy Meble i Dekoracje Wybieramy Oświetlenie
Strona głównaPrenumerataReklamaArchiwumO nasRedakcja

Copyright by Publikator Sp. z o.o. 2018, webmaster: webpublikator.com.pl
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego portalu. Więcej o plikach cookies w regulaminie.

Publikator Sp. z o.o. z siedzibą w Białymstoku, 15-425 przy ul. Cieszyńska 3a, wpisaną do rejestru przedsiębiorców
prowadzonego przez Sąd Rejonowy w Białymstoku XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego
nr KRS 0000084741, kapitał zakładowy 220.000 zł, NIP: 542-021-03-91

0.012746