Meble Plus Rynek Mebli Produkcja Mebli

Trendy i produkty

Sezon na zdrowie
2008-11-13

Zamiast karty menu w skórzanej, tłoczonej oprawie – świeże zioła prosto z doniczki. Zamiast drogiego szkła i grawerowanych sztućców – oryginalna grecka feta. Tak właśnie ma wyglądać dobre jedzenie według Julii Cybulskiej, szefowej kuchni w gdańskiej restauracji Rucola. Ponieważ sezon na sałatki nigdy się nie kończy, toteż prezentujemy kilka zdrowych propozycji na zimowy stół w jej wydaniu.

Gość gdańskiej Rucoli może liczyć u tutejszej obsługi na niezwykle przychylne ucho na wszelkie sugestie i rady. Receptury nie są tu ściśle strzeżoną tajemnicą, ani wykutymi w kamieniu zasadami. Kucharze – Julia, Arek i Mariusz nie korzystają bezpośrednio z książek ani ze standardowych, znanych na całym świecie przepisów. Co prawda pracownicy i właściciele restauracji jeżdżąc po świecie czasem przywożą jakieś receptury, ale nie są one nigdy „kopiowane”.
Nie ma żadnej ortodoksji, robimy wszystko po naszemu – opowiada Julia Cybulska. – Po prostu próbujemy wszyscy, rozmawiamy, a potem czekamy jeszcze na opnie gości. Mamy w karcie sałatkę Santorini – grecką oraz Moulin Rouge – francuską, ale są one „przerobione”. Często ktoś z nas, z Rucoli jadł coś, co mu posmakowało albo któryś z gości opowiedział o czymś takim. Wtedy bierzemy te same składniki, ale nie staramy się skopiować potrawy. Robimy to po swojemu.

Kuchnia „otwarta
Jesteśmy otwarci, a nie napuszeni, że wszystko wiemy i umiemy – twierdzi szefowa kuchni. – Chętnie słuchamy rad, pomysłów i sugestii od każdego. Sami to wszystko wypróbowujemy. Potem, jeśli gość przychodzi i wie, że ma swój drobny wkład w którąś z potraw, to czuje się związany z lokalem. Zaprzyjaźnia się z nami. Mamy takich stałych gości, którzy od progu witają się mówiąc „dzień dobry pani Julio, dzień dobry panie Tomku!”. Z jednym z klientów często rozmawiam przez telefon – wypytuje mnie, co dziś polecam. Niektórzy naprawdę chcą się zaprzyjaźnić.
Pewna grupa gości, którzy są z Rucolą od początku, stołuje się tu prawie codziennie, ale – jak twierdzi Julia Cybulska – nigdy się nie znudzili. Czasami, gdy wchodzi ktoś znajomy, obsługa od razu wie, co trzeba zacząć przygotowywać. Innym razem klienci próbują z dwóch, trzech sałat komponować jedną wybierając składniki. Załoga Rucoli stara się też uwzględniać preferencje gości: niektórzy nie mogą jeść pomidorów, inni papryki albo czekolady. Podobnie jest, gdy danie zostanie wycofane z karty, a ktoś przyjdzie specjalnie po to, żeby spróbować tej potrawy – jeśli tylko są składniki i czas, zwykle ją dostanie.
Zdarza się jednak, że trzeba grzecznie przeprosić i powiedzieć, że przy takim ruchu nie da się realizować specjalnych zamówień – zastrzega Julia.
Jak twierdzi szefowa kuchni, zdarzało jej się znajdować kartę „naszą” w menu innych lokali. Jednak w Rucoli nie jest to powód do niepokoju. Nie boją się podkradania pomysłów, bo uważają, że nawet najlepsza receptura nie gwarantuje sukcesu.
Chodzi o to, żeby być otwartym na ludzi, na pomysły. Powiedzieć, co z czego się robi, gdzie zamawiać produkty. I tak zostaje zawsze element nie do podrobienia. Dążymy zawsze do jakiegoś ideału. Niedawno Tomkowi udało się znaleźć dostawcę oryginalnej greckiej fety. Wcześniej używaliśmy tej polskiej „fety”, ale jeżeli jest możliwość zrobić coś lepiej, to staramy się to zrobić.
Nigdy „te same” potrawy w innej restauracji nie smakowały tak samo.
Na przykład dlatego, że korzystam z najlepszych oryginalnych składników. Poza tym są świeże. Zioła dostaję od mamy Tomka [właściciela Rucoli – przypis red.], która hoduje je w swoim ogródku. Są o wiele lepsze, mają mocniejszy aromat od tych ze sklepu.

„Malinowa Bo”
Intrygująca nazwa sałatki malinowej zawiera w sobie fragment jej historii. Podobnie jak reszcie potraw, jej autorstwo można przypisać nie jednej osobie, ale całej grupie pracowników i gości.
Z tą sałatką było tak, że przyszła znajoma i powiedziała, że ma dobry przepis – wspomina Julia. – Spróbowaliśmy zrobić to po naszemu i efekt był na tyle zadowalający, że sałatka znalazła się w karcie pod nazwą Malinowa Bo. Nazwa pochodzi od imienia, Bożeny, na którą wszyscy mówią Bo. Nad tą sałatką pracowała Joanna Zajkowska, a Bożena to jej koleżanka.
Taki proces różnych prób nad ulepszeniem dotyczył większości serwowanych potraw. Nawet firmowa sałatka Rucola, której receptura mogłaby się wydawać tajemnicą, do której „obcy” nie powinni się wtrącać, wyglądała wcześniej inaczej.
Kiedyś jadł u nas pewien Hiszpan, który podpowiedział, że do balsamico świetnie będą pasowały rodzynki – mówi Julia. – Spróbowaliśmy i uznaliśmy, że rzeczywiście tak jest. Od tamtej pory w składzie firmowej sałatki są rodzynki.

Tekst: Maciej Wnuk
Fot. Monika Filipiuk

Dossier

Julia Cybulska jest od czterech lat szefową kuchni w restauracji Rucola w Gdańsku. Pracowała w artystycznej restauracji Klub Sfinks w Sopocie oraz w gdańskiej Zielonej Papudze. Jeździ na japońskim motorze-ścigaczu, pływa na katamaranie, rysuje, maluje i fotografuje, a do tego posiada dyplom mistrza kucharskiego. Na ostatnich mistrzostwach BBQ w Belgii otrzymała tytuł Miss Barbecue.


Komentarze
Nie ma jeszcze żadnego komentarza. Dodaj komentarz bądź pierwszy.

tytuł


treść komentarza


Imię i Nazwisko (lub pseudonim)


E-mail


SPA BUSINESS DOMY DREWNIANE Łazienka Salon i Sypialnia Meble Plus Najlepiej Sprzedawane PROJEKTY DOMÓW Podłogi i Ściany PRODUKCJA MEBLI restaurator RYNEK MEBLI Świat Łazienek i Kuchni Świat Alkoholi Urządzamy Łazienki Drinki Urządamy Kuchnie Wybieramy Meble i Dekoracje Wybieramy Meble i Dekoracje Wybieramy Oświetlenie
Strona głównaPrenumerataReklamaArchiwumO nasRedakcja

Copyright by Publikator Sp. z o.o. 2018, webmaster: webpublikator.com.pl
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego portalu. Więcej o plikach cookies w regulaminie.

Publikator Sp. z o.o. z siedzibą w Białymstoku, 15-425 przy ul. Cieszyńska 3a, wpisaną do rejestru przedsiębiorców
prowadzonego przez Sąd Rejonowy w Białymstoku XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego
nr KRS 0000084741, kapitał zakładowy 220.000 zł, NIP: 542-021-03-91

0.012248